close
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
×
POPUP!
Ilustracja: Godło Państwowe
Flaga unii

Tu wizje
nabierają
kształtu!

PolskiAngielskiNiemiecki

Otwarcie wystawy malarstwa Marka Haładudy "Petimento"
11.12.2015

Drukuj

 

 

Pentimento

Istotne jest dla mnie nie tylko ukończenie obrazu, ale również sam proces malowania – „drążenie” obrazu, ciągła nad nim praca. Niestety, nie jest chyba możliwe w pełni zrealizowanie własnych zamierzeń. W tym zawarty jest bolesny wymiar sztuki, ale i jej fascynujące oblicze. To sprawia, że malarz ciągle dąży do pełniejszej i bardziej wyczerpującej transpozycji swoich myśli. Właśnie to jest bezpośrednią przyczyną tego, iż bardzo długo maluję jeden obraz. Stąd wynika także moja niepewność, kiedy ukończyć pracę… Za przykładem Gadamera powtarzam sobie pytanie: Czy więc byt dzieła prezentuje się tylko, jako przerwanie pewnego odsyłającego poza nie procesu kształtowania? Czy w ogóle daje się ono zakończyć?” (Hans-Georg Gadamer, Prawda i metoda, cz. I, Kwestia prawdy w doświadczeniu sztuki, Kraków 1993). Jest to element nieustannie mi towarzyszący, wpływający na kształt obrazu. Nieraz powracam do wcześniejszych prac i kontynuuję ich malowanie, uznając, że nie zostały jednak skończone. Dodaję kolejne warstwy farb lub niekiedy dosłownie zdejmuję nagromadzoną malarską materię. Zdarza się, że taki proces wielokrotnego przemalowywania danego obrazu rozgrywa się niekiedy na przestrzeni kilku lat. Nawet jeśli nie uda mi się obrazu uczynić „pełniejszym”, to „patyna” powstająca wraz z upływającym czasem sprawia, że wydobywają się zeń nowe, różnorodne warstwy. Warstwy w rozumieniu dosłownym, czyli te materialne, których częścią składową jest farba, jak i również te niematerialne – ukazujące niespodziewany charakter obrazu. Porównałbym to do zjawiska pentimento, kiedy to wskutek zwiększającej się z czasem przejrzystości wierzchniej warstwy farby, ukazują się poprzednie, namalowane na początku. Właśnie w tego typu zjawisku upatrywałbym jeden z sensów malarstwa.

Trudność we wskazaniu momentu ukończenia obrazu jest jednym z dwóch ekstremów, pomiędzy którymi zawiera się proces realizacji obrazu. Drugi, to sam powód rozpoczęcia czynności malowania. Nawet jeśli przyczyna jest z pozoru oczywista i źródło inspiracji tkwi w konkretnym motywie natury, to niejasnym pozostanie fakt, dlaczego akurat dany motyw skłonił malarza do wykonania obrazu. Myślę, że związane jest to z ciągłym „rezonowaniem” dyskursywnej refleksji, świadomości oraz irracjonalności i podświadomości... Ta relacja buduje dzieło sztuki i stanowi o jej fenomenie.

Realizując cykl obrazów „Pentimento”, próbowałem określić ów zaczyn obrazu, umiejscowić emocje i refleksje składające się na pierwsze malarskie dyspozycje, początkowe gesty obejmujące płaszczyznę płótna. Próbowałem namalować  „początek” obrazu. Proces realizacji, już nierozciągnięty w czasie, ale skondensowany w formie impulsywnego, malarskiego szkicu, dawał nadzieję, że będzie zobrazowaniem pierwszych malarskich wrażeń, wyrazem afirmacji malowania.

Myślę, że obraz zanim stanie się „powierzchnią płaską pokrytą kolorami”, by przywołać słynne zdanie Maurice’a Denis’a, jest miejscem szczególnych emocji. Ślad tych emocji pozostaje w pracowni malarza: resztki farb, malarskie szmaty brudne od wycieranych pędzli, fragmenty porzuconych płócien… Jestem przekonany, że fascynująca przygoda malowania zaczyna się od zmysłowych doznań dotykania farby, płótna, ich zapachu. Niewidzialne dopiero później staje się widzialne za sprawą barw, linii, plam budujących powierzchnię obrazu.

Nie tak dawno temu byłem w muzeum Eugèneʼa Delacroix w Paryżu (6, rue de Furstenberg). Swego czasu była to pracownia słynnego artysty. Niedokładnie pamiętam zgromadzone tam obrazy. Może dlatego, że nie mogłem skupić się przy ich oglądaniu. Moją uwagę rozpraszała atmosfera pracowni wypełniona zapachami farb na palecie, malarskich olejów, nieukończonych obrazów… Tak, to przecież niemożliwe, upłynęło około sto pięćdziesiąt lat. Jednak postanowiłem namalować obrazy o tym, co niewidzialne, niemożliwe: o zadziwiającym zapachu farb i płótna w pracowniach artystów, z którymi czuję szczególną więź. Delacroix był pierwszym malarzem, od którego zaczęła się moja malarska podróż w przeszłość, w trakcie realizacji cyklu prac „Pentimento”. Ekwiwalent wizualny pierwszych malarskich emocji znalazłem w moich pracownianych resztkach, swego rodzaju „negatywach” obrazów. To jednocześnie „klucz” malarskiego opracowywania obrazów będących ewokacją poczucia bliskości dzieł malarzy dla mnie szczególnie istotnych.

                                                        
                                                                                 Marek Haładuda

Partnerzy